Andrzej Kaczkowski, Bolesław Traczewski: Ja, hipis – Narkoman. Od fascynacji do degrengolady (Trzecia strona, Warszawa 2015)
Strona 82 z ponad czterystu. Dalej postanowiłem nie czytać. Czuję się oszukany, nie tego się spodziewałem. We wstępie Andrzej „Kaczor” Kaczkowski – człowiek, którego można spotkać na różnych festiwalach rockowych, postanowił opisać dwadzieścia lat ze swojego życia (1978-1998), kiedy to był czynnym narkomanem. Zrobił to w formie dziennika, ale stworzonym dopiero w latach 2012-2014. We wstępie zaznaczył, że wszystkie przedstawione w książce zdarzenia są prawdziwe, a odtworzył je z pamięci.
Pierwszy wpis w owym „dzienniku” pochodzi z 5 maja 1978 roku – w swoje trzynaste urodziny „Kaczor” „posmakował” budaprenu. Ciąg dalszy to kontakty ze środowiskiem hipisów, fascynacja kolejnymi środkami uzależniającymi, inicjacja seksualna podczas wakacji w górach, wyjazd na Jarocin ‘80 i zlot hipisów w Częstochowie w tym samym roku. Wszystko przedstawione z detalami, pieczołowicie odtworzonymi dialogami.
Co dalej – nie wiem, ponieważ książkę odłożyłem na półkę. Co tu jest faktem, a co fikcją literacką? Tego też nie wiem. Nie wierzę, że Andrzej Kaczkowski, człowiek z dwudziestoletnim „stażem” narkotykowym, piszący swój „dziennik” po latach, był w stanie tak szczegółowo zapamiętać to, co zdarzyło się ponad trzydzieści lat temu. To niemożliwe.
Być może do książki kiedyś wrócę. Ale z nastawieniem, że chcę przeczytać powieść biograficzną.