Bogdan Loebl: Słucham głosu serca. Rozmawia Jarosław Sawic (Grupa M-D-M, Warszawa 2015)
Z tym bluesem było tak. Pewien młody człowiek zaczął pisać. Pierwszy wiersz był pracą domową zadaną przez nauczyciela języka polskiego. Ale nie można winić szkoły, każdy z nas ma w sobie jakiegoś demona, czasami demona – literata. Młody poeta w roku 1955 zadebiutował wierszami Kosiarze, Nocą i Chciałbym. Kolejne lata to kolejne prace, autorskie tomiki. A wraz z twórczością – „wsiąkanie” w środowisko skupiające jemu podobnych ludzi, Związek Literatów Polskich, od 1964 roku prowadzenie Klubu Literackiego w Rzeszowie. Pisanie stało się sposobem na życie.
Rzeszów to ważny punkt w życiorysie naszego bohatera. To tam pojawiły się piosenki. Zawinił Stanisław Guzek (dzisiaj bardziej znany jako Stan Borys), który poprosił o napisanie czegoś dla grupy Blackout. Lawina ruszyła. Przyszedł do mnie blues Niebiesko-Czarnych, Dla kogo Perfectu, Blues nocy bieszczadzkiej Starego Dobrego Małżeństwa, To będzie syn Tadeusza Woźniaka i wiele, wiele innych. W Słucham głosu serca odnotowano ponad 250 tekstów. Znaczna część tego zbioru to współpraca z Tadeuszem Nalepą, Mirą Kubasińską i grupą Breakout. Pan Bogdan „ubrał” w słowa między innymi albumy Blues, Karate i Ogień. Efekt? Bogdan Loebl: Ja od bardzo dawna nie napisałem żadnego wiersza… Wydaje mi się, że teksty bluesów mnie zjadły. […] że po prostu mnie wyeksploatowały – pochłonęły pomysły na metafory, porównania, pointy… Zapewne dlatego, że zarówno wiersze, jak i teksty bluesów są kroniką mojego życia (s. 217).
I na tym koniec? Absolutnie, jest jeszcze proza. Tak jak wiersze będąca czymś w rodzaju kroniki jego życia. Bogdan Loebl: Mnie wymyślanie fikcji przychodzi z trudem, praktycznie cała moja proza jest autobiograficzna (s. 23). W 1960 roku w Odrze ukazał się utwór Powrót, zestawienie zamykają Śpiąca Jasnowłosa (2012) oraz Rzeka dzieciństwa i Kres moich kresów (2013). Mnie szczególnie zainteresowała wydana w 1966 roku powieść Katarakta – o literatach, którzy… nie piszą, tylko zajmują się bajaniem o swoim pisaniu.
Książka interesująca. I ważna, ponieważ obala zasiedziały w mojej głowie mit, że Bogdan Loebl pisał bluesy, a poezja i proza przyszły później. A przecież było zupełnie inaczej…