Jeden dzień na Muszla Fest 2017 (18-19 sierpnia, Bydgoszcz, Myślęcinek). Wybór niełatwy, bo w programie kilka zespołów, które chciałoby się na festiwalowej scenie zobaczyć. Przesądziło zaplanowane na sobotę spotkanie z perkusistą Dezertera, Krzysztofem Grabowskim. Było o SS-20, Dezerterze, napisanych przez Grabowskiego dla tego zespołu tekstach, wolności, polityce, anarchii, no future: Od początku to było źle odbierane przez młodzież. Nie chodziło o to, żeby się z powodu tego, że nie ma przyszłości, położyć pod topór i zakończyć. Dla mnie „no future” to hasło, taki zapalnik do działania: jest przesrane i nie ma przed nami nic, to zróbmy coś, nie siedźmy, nie poddawajmy się. Więcej takich atrakcji na Muszla Fest!
Spotkanie z Krzysztofem Grabowskim zostało zorganizowane w Wake Park Bydgoszcz, a zakończył je występ artysty, który ukrył się pod pseudonimem Marszałek Pizduski One Man Band.

Koncerty. Niemożliwe, żeby przez około dziesięć godzin – z uwzględnieniem kilkunastominutowych przerw pomiędzy kolejnymi koncertami – być niedaleko sceny festiwalowej. (Czy na festiwalach zawsze musi być tak, że przebywanie w części gastronomicznej nie gwarantuje odpoczynku od muzyki?). W związku z powyższym:
O koncertach zespołów Unbeaten, Lowtide, Schizma i Leniwiec nie napiszę.
El Banda. W pierwszym utworze skojarzyli mi się z The Doors. Później było już tak, jak w zapowiedzi, czyli bardziej punkowo. Świetny koncert, choć wokalistka, która częściej była wśród publiczności niż na scenie, trochę przesadziła z eksponowaniem swojej niechęci (to chyba odpowiednie słowo) do męskiej części widowni. Dostało się też organizatorom: Mimo, że bardzo dużym szacunkiem darzę organizatorów, to nie jest to super fajne, żeby na punkowych festiwalach grać przez eliminacje.

Uliczny Opryszek. Głównie zagrali utwory z repertuaru mniej znanych polskich kapel punkowych z lat osiemdziesiątych. Sytuacji nie zmienił zaprezentowany na koniec Burdel Dezertera – do grona miłośników Ulicznego Opryszka zaliczyć mnie nie można.
Kat & Roman Kostrzewski. Odpowiednia dawka metalu na wysokim poziomie.
Ignite. Sunday Bloody Sunday na melodyjno-zadziorno-punkową nutę rodem z Kalifornii? Jasne! Cały koncert był taki – lubię kalifornijskiego punk rocka.
Muszla Fest 2017. Za rok też tam będę. Może będzie mniej wykonawców i nie będzie dylematu, kogo wybrać? Może organizatorzy zaproponują coś miłośnikom nie tylko punk rocka, hardcore i metalu? Może ktoś wpadnie na to, żeby jednak jakoś oświetlić drogę z parkingu na pole festiwalowe?