(Wydawnictwo Znak, Kraków 2020)
Czternasty lipca 1817 – rodzi się Anna Ubryk. Wrzesień 1838 – rozpoczęcie nowicjatu u wizytek w Warszawie. Grudzień 1838 – pierwsze objawy wskazujące na poważne problemy ze zdrowiem psychicznym. Jesień 1839 – była wizytka staje się karmelitanką bosą w Krakowie. Rok 1848 – do zakonnicy po raz pierwszy zostaje wezwany lekarz. Lato 1849 – w związku z pogarszającym się stanem psychicznym decyzja, że kobieta zostanie zamknięta w klasztornym karceresie. Dwudziesty pierwszy lipca 1869 – wychodzi na jaw, że Ubryk od lat jest przetrzymywana w nieludzkich warunkach. Dwudziesty trzeci lipca 1869 – pierwszy dzień pobytu w Szpitalu Świętego Ducha w Krakowie (tam zostanie już do śmierci). Listopad 1869 – umorzenie śledztwa. Marzec 1870 – oskarżone karmelitanki zostają ostatecznie uniewinnione. Dwudziesty dziewiąty kwietnia 1891 – umiera Barbara Ubryk.
Telegraficzny zbiór faktów, w najmniejszym stopniu nie oddający dramatu Ubryk, o której Jedni mówili, że cierpiała na erotomanię, inni, że na obłęd, który przeszedł w zupełne pomieszanie umysłu i niedołęstwo umysłowe. Dzisiejsza medycyna zakwalifikowałaby pewnie jej przypadłość według ICD-10 jako schizofrenię (strona 280-281). Bystry czytelnik zauważy jednak, że nie wszystko w tej historii jest w porządku. Bo nie jest.
Właściwie o czym jest ta książka? Ano o tym, że dziewiętnastowieczna psychiatria dopiero otrząsała się z mroków niewiedzy. O tym, że „zamiatanie pod dywan” może być przyczyną ogromnego cierpienia, tak samo jak sztywne trzymanie się litery prawa, w tym przypadku zakonnego. I że świat uwielbia sensację, karmi się nią zaledwie chwilę, znaczenie mają układy, a każda okazja jest dobra, żeby prowadzić ideologiczną walkę i załatwić polityczne interesy, manipulując opinią publiczną (strona 246). Niby nic nowego, niby nie ma na to naszego przyzwolenia…
Ja nie mam duszy – po Alfredzie Trzebinskim kolejna ważna historia.